środa, 19 lutego 2014

Ogłoszenia parafialne.


Wiem, że miała podjąć decyzję dopiero w niedziele ale dziś mam nieco wolniejszy dzień więc postanowił to zrobić.

Tak więc na początek parę informacji: 

1. Nie zawieszam tego bloga. Na razie mam napisane jeszcze 3 rozdziały więc zamierzam je opublikować. Co dalej to zobaczę z czasem. Mam nadzieję, że moja wena która w tym momencie się wypaliła wróci i będę w stanie pisać dalej te opowiadanie, jeśli tak się nie stanie będę musiała zawiesić bloga. Ale nie zamierzam gdybać i będę się starać odzyskać wenę :)

2. Założyłam nowego bloga <LINK>, na którym pojawił się już prolog a w najbliższych dniach bohaterowie i pierwszy rozdział. Mam nadzieję, że wejdziecie i zostawicie po sobie jakiś ślad.


To chyba na tyle. Dziękuję za uwagę i liczę na wasze komentarze ♥

Miłego wieczoru kochani xx.

wtorek, 18 lutego 2014

Ważna informacja!!!!!


A więc...

Nie wiem jak zareagujecie, ale mam nadzieje, że pomożecie podjąć mi tą decyzję. A mianowicie:
Te opowiadanie nie wyszło mi tak jak planowałam. Zastanawiam się czy jest sens kontynuowania go czy lepiej zacząć coś nowego, ciekawszego i bardziej przemyślanego. 
Jest to dla mnie trudna decyzja czy zakończyć tego bloga i zacząć pisać coś nowego, czy dalej kontynuować to pisanie. 
Chciałabym, żebyście pomogli mi podjąć tą decyzję. 
Napiszcie w komentarzach co o tym sądzicie, czy zawieszać czy też nie. Czy pisać coś nowego czy też nie. 
A i co najważniejsze o czym chcielibyście czytać następne opowiadanie :) 

Odpowiedzi piszcie w komentarzach, a ja podejmę decyzję do niedzieli. W tedy napisze wam tu co zrobię dalej. 

Chciałabym wam też podziękować za to, że czytacie moje "wypociny" i że jesteście tu. 



(Pisze to na telefonie więc przepraszam za to, że wszystko jest bez ładu i składu, ale zmęczenie robi swoje ;c  )



Do Niedzieli ♥



Mx.



niedziela, 16 lutego 2014

Chapter VII

♥ DEDYKA DLA - OLI BENDYKOWSKIEJ ♥



     Czy jestem jedyną osobą, która myśli o konsekwencjach dopiero po fakcie? Gdy wszystko już ujrzało światło dzienne? Rozmowa z Harrym jest tego przykładem. Skąd mam mieć pewność, że kędzierzawy nie weźmie mnie za jakąś psychiczną osobę, która wymyśliła to wszystko? Choć po jego zachowaniu chyba powinnam o tym nie myśleć.
     Od tej rozmowy minęły już dwa dni. Dwa cholerne dni podczas których nie miałam pojęcia co się działo z Harrym. Jego słowa, które powiedział mi gdy opuszczałam jego dom nadal odbijają się echem po mojej głowie.
„On to popamięta, pamiętaj”
Co miał na myśli mówiąc popamięta? Czy zrobi krzywdę Louisowi? Czy powinnam się martwić? Nie wiem, nic kompletnie nie wiem. W głowie panuje mi kompletny mętlik. Tysiąc pytań, a zero odpowiedzi. Nawet jeśli chciałabym się czegoś dowiedzieć od Harrego nie mam jak. Nie byłam tak inteligentna tamtego wieczoru i nie wymieniłam się numerem z loczkowatym. Wiem, mądra ja.
     Zerwałam się z kanapy i wyłączyłam telewizor. Chyba czas coś zrobić ze swoim życiem. Szybko wbiegłam na schody aż dotarłam na poddasze. Pełno kartonów poprzykrywanych jakimiś starymi, zakurzonymi prześcieradłami. W kontach pajęczyny i jedno okno, które i tak nie dawało zbytniego światła. Nacisnęłam na włącznik znajdujący się po prawej stronie ściany, a pomieszczenie w sekundzie zostało oświetlone.
     Podeszłam do stołu na którym znajdowały się trzy średniej wielkości kartony. Dzięki bogu nie było w domu moich rodziców, ani Austina i mogłam na spokojnie „poszperać w przeszłości”. Odkryłam pudła, odrzucając brudny materiał na ziemie. Ściągnęłam kartony na podłogę i usiadłam po turecku obok. Otworzyłam jeden i wyciągnęłam plik zdjęć.
     Na większości byłam sama lub z Sue, albo ja wraz z rodziną. Czasem też napotkałam zdjęcie z czasów szkolnych. Najbardziej jednak spodobało mi się jedno jedyne zdjęcie na którym byłam właśnie ja. Sama.
Młoda. Szczęśliwa. Marzyłam by być modelką, a teraz? Teraz maże żeby zastać choć kapkę szczęścia. Poczułam jak moje oczy zachodzą mgłą i wypełniają się słoną cieczą. Wytarłam powoli spływające łzy i odłożyłam zdjęcia z powrotem do pudła.
     Otworzyłam kolejne pudło. W nim znajdowała się stara kolekcja kapsli, którą zbierałam w wieku 5/6 lat z tatą. Zaśmiałam się na samą myśl o tamtych czasach.

     Mała dziewczynka stała w progu kuchni przyglądając się uważnie swojemu tacie, który próbował znaleźć jakieś zajęcie dla córki.
- Tatusiu, a co to jest to co robi mamusia? – dziewczynka powiedziała wskazując na album, który jej rodzicielka kolekcjonowała zdjęcia roślin.
- To taki album gdzie mama kolekcjonuje swoje zdjęcia kwiatków, słoneczko – wytłumaczył jej dorosły mężczyzna
- A ty masz jakąś kolecje tatusiu?
- Tak, mam. Kolekcjonuje zegarki – uśmiechnął się do niej pogodnie klękając tuż obok 6-latki.
- A co ja mogę kolecjonować?
- Nie wiem myszko
- Ale tatusiu ja chce coś kolekcjonować – na jej twarzy pojawił się grymas, czego nienawidził mężczyzna.
- A co powiedz na kapselki od soczków? Twoich ulubionych?
- Tak, to będzie super – dziewczynka klasnęła w dłonie i podbiegła do ojca by mocno go uścisnąć.

     Tata zawsze chciał, żebym była szczęśliwa. Gdy tylko byłam smutna próbował mnie pocieszyć. Pamiętam jak byłam malutka i złamałam rękę tata przebrał się za klauna by mnie pocieszyć. Przyznaję – udało mu się.  Tak cholernie chciałabym cofnąć się w czasie i znów być tą małą dziewczynką, której największym problemem jest jakim kolorem kredki pomalować sukienkę księżniczki.
     Westchnęłam i zamknęłam karton. Został jeszcze jeden i już wiedziałam co się w nim znajdowało. Wzięłam głęboki wdech i otworzyłam ostatnie – najmniejsze pudełko. Co znalazłam? Pełno listów, które pisał mi Louis. Wzięłam jeden z nich i zaczęłam czytać.

Na górze róże, na dole fiołki.
A my się kochamy jak dwa osiołki.
Jesteś dla mnie jak powietrze. Bo bez powietrza nie da się żyć.
Ja bez ciebie nie mogę żyć.
Chciałbym sprawiać uśmiech na twej pięknej twarzy.
Gdybym tylko mógł – dał bym ci niebo.
Dałbym ci wszystko byś mogła zobaczyć co czuję do ciebie.
I to nie jest zwykłe zauroczenie. Chce spędzić z tobą resztę życia.
Zawsze będę cię kochał i nigdy nie zranię.

Kocham cię, już na zawsze.
Twoja marchewczka x.

     Poczułam jak stos wspomnień uderza we mnie, a ja nie mam czego się trzymać i spadam. Spadam w dół z tęsknoty za nim. Był dla mnie taki słodki. Nie obchodzi mnie to, że pisał to zanim zaczął brać. Ważne jest to, że chciał byśmy mogli znowu spróbować, a ja odmówiłam. Chyba już do końca będę się za to obwiniać. I za to, że on umiał się pozbierać, a ja.. Ja dalej umieram z tęsknoty za nim.
     Odłożyłam listy i zaczęłam dalej grzebać. Jedyną rzeczą jaką jeszcze znalazłam był album. Album z naszymi zdjęciami. Nie było ich za dużo. Ale każde miało swoją wartość. Poczułam jak morze łez płynie po moich policzek gdy zobaczyłam ostatnie zdjęcie. Ja i Lou. Uśmiechnięci, szczęśliwi
. Dzień przed tym „wszystkim”. Pamiętam jak tego dnia obiecał, że przestanie „z tym”. Niestety okazało się to kłamstwem. No a zdjęcie. Zdjęcie jest pamiątką i wspomnieniem, które boli jak cholera. Gdybym tylko mogła usunęłabym wszystko z pamięci.

      Myślałam, że tak się stało, jednak przeszłość powraca. Co dzień coraz więcej łez wylanych i ból spowodowany ranami, które się zagoiły, ale ktoś ponownie je rozdrapał. A ból powrócił z podwójną siłą.. 




~ Jeśli przeczytałeś - skomentuj :) ~

wtorek, 11 lutego 2014

Chapter VI

kursywa - wspomnienia 


- Dlaczego mi to robisz? – krzyknęłam
- Nie rozumiesz, że tak będzie lepiej dla mnie i dla ciebie – również krzyknął
- Debilu kocham cię słyszysz chce spędzić z tobą resztę życia – wrzeszczałam dławiąc się łzami, on nie może tego zrobi, to nie może być koniec.
- Jesteś taka naiwna. Myślałaś, że cię kiedykolwiek kochałem? Mam 20 lat a ty 17. Nie chce takiej małolaty- warknął z obrzydzeniem
- Jak możesz, co ci zrobiłam?
- Nic, dlatego zostaw mnie w spokoju i nie chcę cię więcej widzieć
- Jesteś chujem – wrzasnęłam. W ułamku sekundy poczułam straszny ból na policzku, a potem leżałam już na ziemi.
- Nie mów tak kurwo do mnie nigdy więcej. – teraz jestem tego pewna, ćpał
- Dlaczego nie możesz iść na odwyk? Wyleczysz się i będzie jak dawniej, proszę – błagałam szepcząc
- Zamknij ryj. Nie pójdę na żaden odwyk a ty masz o mnie zapomnieć, rozumiesz?
- Kocham cię Louis – wymamrotała, coraz bardziej bolała mnie głowa od uderzenia, a świat zaczął wirować
- Nie wierze ci suko, i tak zaraz polecisz do swoich przyjaciółeczek, albo mamusi. Jesteś taka dziecina – po tych słowach kopnął jakieś trzy razy nogą w brzuch. Moje powieki stawały się coraz cięższe, a oddech stał się nieregularny. Aż w końcu pozwoliłam swojemu ciału odejść..

- Jak on mógł ci to zrobić? – opowiadałam całą historię z łzami w oczach. Chłopak nie mógł uwierzyć jak z pięknego związku w ciągu dwóch miesięcy stał się największy koszmar.
- Czy ktokolwiek wiedział co ci robił? – zapytał siadając obok, złączył nasze dłonie razem, a kciukiem delikatnie gładził moje knykcie.
- Nie nikt. – westchnął – Chcesz wiedzieć co dalej? – przytaknął

Do moich uszu doszedł dziwny dźwięk, coś jakby pykało? Delikatnie zaczęłam podnosić powieki. Gdy już je całkiem otworzyłam zobaczyłam, że leżałam na łóżku i byłam podłączona do różnych maszyn. Obok łóżka siedzieli moi rodzice.
- Boże Katy, obudziłaś się kwiatuszku – mama powiedziała gdy zobaczyła, że nie śpie
- Co się stało? – zapytałam cicho
- Byłaś nieprzytomna przez 4 dni, 3 razy reanimowali cię. Tak strasznie się bałam o ciebie. – płakała.
- Dzień dobry – do Sali wszedł lekarz, a za nim.. Louis?
- Jak się czujesz? – zapytał starszy mężczyzna
- Jest dobrze
- Świetnie, jeśli wszystko pójdzie prawidłowo pacjentka będzie mogła opuścić szpital ja dwa dni – zakończył i wyszedł.
- Cz-czy mogłbym zostać sam z Katy? – usłyszałam głos Louisa. Rodzice przytaknęli z uśmiechem i wyszli z Sali. Chłopak usiadł na skraju łóżka.
- Przepraszam skarbie, ja-ja pójdę na odwyk dla ciebie.
- Nie Louis, sam mi powiedziałeś, że mnie nienawidzisz i że to koniec. Miałeś racje Louis. To koniec nie chce cie znać. Nie przychodź tu nigdy więcej. Chce zapomnieć o tobie i o tym wszystkim co mi zrobiłeś – powiedziałam przez łzy. Tyle razy już płakałam w życiu przez niego. Otarłam się o śmierć również przez niego. Nie mam siły już na nic. Nie chce go znać.
- Przepraszam Katy – powiedział i wstał, a następnie wyszedł z Sali. Dlaczego ja to powiedziałam? Przecież ja go tak cholernie kocham, a jednocześnie nienawidzę. Czemu życie musi być takie okrutne?

- Każdej nocy płakałam, tak strasznie za nim tęskniłam – mówiłam – ale nie mogłam już cofnąć czasu. W tedy tamtego dnia widziałam go po raz ostatni, aż do dziś. Zawsze myślałam, że będzie mnie szukał, że się nie podda. A on o mnie zapomniał i znalazł sobie jakąś nową dziwkę. Przepraszam pewnie to twoja przyjaciółka – zaprzeczył szybko
- Nigdy jej nie lubiłem. – kciukiem otarł ostatnie łzy spływające po moim policzku – tyle się na cierpiałaś , tak strasznie ci współczuje. Nigdy nie wiedziałem, że Lou tak postąpił. Nawet bym tak nie pomyślał, że coś takiego miało miejsce.
- Bo nikt o tym nie wie. Wiedzą tylko moi rodzice ja i on. Nawet nie wiesz ile musiałam prosić rodziców, żeby nie wznieśli żadnego pozwu na niego.
- Dlaczego tego nie zrobiłaś? Należało się mu – uniósł się
- Kochałam go kurwa – krzyknęłam przez łzy.
- A kochasz nadal? – tego pytania bałam się najbardziej. Bo czy ja go kocham jeszcze? Czy może to tylko złudzenie?




                          ~ Jeśli przeczytałeś - skomentuj :) ~
                                                     



A/N: Postanowiłam w końcu dodać ten rozdział choć nie było zbyt dużo komentarzy, no ale cóż.. Mam nadzieję, że ten rozdział wam się spodoba i zostawicie swoją opinie x. 

Następny najprawdopodobniej dodam w sobotę lub niedziele :)

piątek, 24 stycznia 2014

Chapter V


BARDZO WAŻNA NOTKA POD ROZDZIAŁEM !!!


- Ciii, słonko będzie dobrze – powtarzał ciągle. Nie wytrzymam dłużej muszę mu powiedzieć, chociaż komuś.
- Nie będzie Harry – odezwałam się odrywając od jego ciała.
- Będzie nie pozwolę, żeby ktokolwiek cie skrzywdził – tak strasznie chciałabym mu wierzyć.
- To już się stało Harry – odpowiedziałam cicho, ale i tak to usłyszał
- Powiedz mi Katy co cię łączy z Lou – a jednak zauważył, a może Louis powiedział mu co się w tedy wydarzyło?! Potrząsnęłam przecząco głową
- Nie tu, nie chce żeby ktokolwiek o tym wiedział – chłopak wydawał się zdziwiony, ale przytaknął
- Chodź – złapał mnie za rękę i prowadził do swojego auta. Nie wyrwałam swojej ręki, nie wiem czemu. Czułam się bezpieczna. Chciałabym się czuć tak już zawsze.
     Zaprowadził mnie do swojego samochodu. Był to czarny Range Rover. Loczek otworzył mi drzwi i pomógł wsiąść. Usiadłam na fotelu i zapięłam pas. Po chwili chłopak siedział na swoim miejscu i powtórzył moją czynność. Odpalił silnik i spojrzał na mnie posyłając uśmiech. W jego policzkach zauważyłam dwa dołeczki. Wyglądał jak taki mały chłopczyk.
- Przepraszam – powiedział, spojrzałam na niego pytająco – za wczoraj – dodał
- Jest ok, ja też dziękuję. Za dziś – delikatnie musnęłam policzek bruneta na co jeszcze bardziej się uśmiechnął
- Nie dziękuj. Aniołku zawsze będę przy tobie i zawsze ci pomogę – żebyś się jeszcze nie przeliczył, jeden już mi to obiecał. Przytaknęłam, a samochód ruszył
- Skąd wg jesteś? – zapytał
- Z Manchesteru, a ty?
- Holmes Chapel, może znasz? – zaśmiał się gdy na mojej twarzy rysował się wielki znak zapytania
- Kiedyś cię tam zabiorę, zobaczysz jak pięknie może być na wsi. – uśmiechnęłam się na ten pomysł. Harry naprawdę nie jest taki jak poprzedniej nocy. Za to jest miły, słodki i opiekuńczy. No i zna Louisa. Eh… Nie wiem czy się cieszyć czy też płakać. Na pewno będę musiała się dowiedzieć od niego co robi tu Lousi.
     Po paru minutach samochód stanął. Przed ogromnym domem. Zapewne mieszkał w nim. Nawet nie zauważyłam kiedy Harry przemieścił się ze swojego miejsca do moich drzwi. Odpięłam pas i wysiadłam z pojazdu. Chłopak zatrzasnął drzwi i łapiąc moją dłoń prowadził do drzwi.
- Piękny dom – komplementowałam
- Dzięki, pomysł mojej mamy – uśmiechnęłam się, brunet otworzył przede mną drzwi i wpuścił do środka. Wnętrze było bardzo ekskluzywne, ale przypadło mi do gustu. Zdjęłam buty i płaszcz następnie ruszyłam za chłopakiem jak mniemam do salonu.
- Mieszkasz sam? – palnęłam
- Tak, chyba że w wakacje czy święta w tedy rodzina przyjeżdża – zaśmiałam się siadając na ogromnej kremowej kanapie. Chłopak po chwili do mnie dołączył i postawił na stoliku dwie szklanki z przeźroczystą cieczą.
- Skąd znasz Louisa? – zapytałam, chciałam to wiedzieć tak cholernie chciałam znać tą odpowiedź
- Też chciałem o to zapytać, ale panie mają pierwszeństwo – westchnął – Powiem ci ale obiecaj, że nikomu tego nie powiesz
- Obiecuję
- Ufam ci Katy – zwykłe trzy słowa, a czuję jakby moje serce odżyło –Cztery  lata temu byłem nałogowym ćpunem, moi rodzice mieli mnie dość i poszedłem na odwyk i po dwóch latach spotkałem Louisa. Pech chciał, że spędziliśmy tam tylko dwa miesiące razem. On został jeszcze a ja wyszedłem. Od tamtej porty byliśmy w stałym kontaktu, a pół roku temu wyszedł i jest już że tak powiem zdrowy. Tak jak ja. Teraz ani ja ani on nie wyobrażamy sobie ćpania – zakończył. Nie wierzyłam w jego słowa. Louis poszedł na odwyk? Nie wierzyłam nigdy, że mu się to uda a tu taka niespodzianka. Jestem z niego tak cholernie dumna.
- Teraz ty, skąd go znasz? – oj nie wiesz na co się piszesz Harry
- Okej, ale radze ci się rozsiąść to długa historia


                            ~ Jeśli przeczytałeś - skomentuj :) ~


A/C: Wiem, że nigdy nie pisałam żadnych notek, ale dziś to konieczność. Kochani mam parę informacji. Po pierwsze to jest mi strasznie smutno, bo mało kto komentuje i zastanawiam się nad zawieszeniem bloga. Publikuje to nie dla siebie lecz dla was i bardzo zależy mi na waszej opinii. Druga sprawa to taka, że dziś zaczęłam ferie w moim mieście no a co się z tym łączy - wyjeżdżam. Dokładnie na tydzień. I nie będę mieć dostępu do internetu poza granicami państwa. Tak więc przez najbliższy tydzień nie będzie nic publikowane. I tu macie szanse jeżeli pod tym rozdziałem będzie 3komentarze- lub więcej ;) - w niedziele pojawi się 6 rozdział. Dla mnie ten tydzień będzie takim odpoczynkiem, choć mam zamiar wieczorami coś na pisać. Opowiadanie się dopiero rozkręca, ale jeśli chcecie wiedzieć mam już napisane do 10 rozdziału ;)

Wiem, że rozdział krótki ale w następnych będzie się działo. Wiem to bo mam już napisane do 10 rozdziału. Tak więc czekam na komentarze i mam nadzieję, że nie będę musiała zawieszać tego bloga.

Życzę wszystkim tym co już zaczęli i tym co dopiero zaczną - udanych ferii ♥

środa, 22 stycznia 2014

Chapter IV


- Aha, może pójdę na zakupy lub do biblioteki. – myślałam na głos - wrócę wieczorem to pewne – dodałam stanowczo. Rodzice zaczęli się śmiać. Wiedzieli co powiem, znają mnie nie od dziś.
     Zaczęłam pałaszować swoje śniadanie, przysłuchując się rozmowie rodziców na temat świąt. Po chwili jednak skończyłam, a do kuchni wpadł Austin. Dwunastolatek usiadł na swoim miejscu – tuż obok mnie - i zabrał się za swój posiłek. Sprzątnęłam po sobie i poszłam do góry.
     Jest godzina 12:37 więc w każdej chwili niechciani goście mogą przyjść. Muszę się z tąd ulotnić jak najszybciej. Zabrałam swoją brązową torbę i zeszłam na dół. W korytarzu założyłam zimowo-jesienny płaszczy i brązowe botki.
- Gdzie idziesz? – w progu stanął tata
- Jak najdalej od Colinnsów. Pójdę na kawę a potem do biblioteki. Nie martwcie się, pa – pomachałam mu i wyszłam z domu. Mój cel – Starbucks.
     Po 10 minutach drogi byłam już na miejscu. Weszłam do kawiarni, rozglądając się w poszukiwaniu wolnego miejsca. Moją uwagę przykuł jeden stolik, a właściwie jedna osoba. Brązowe włosy, lekko zaczesane do góry i te piękne niebieskie oczy. Nie, to nie możliwe, że to on. Jego ubranie – koszulka w paski i czerwone rurki – potwierdziły moje przypuszczenia. To Louis, moja marcheweczka.
     Moje myśli prysły jak bańka, kiedy zobaczyłam jego towarzyszów. Brązowe loki, zielone tęczówki i ten uśmiech – Harry. Gdyby to był koniec. Na kolanach marchewki siedziała szczupła brunetka. Nie będę kłamać – jest śliczna. Dziewczyna szeptała coś Louisowi na ucho, a już po chwili wbiła się w jego śliczne malinowe usta. Poczułam znajome mi już ukucie w sercu- te same co parę lat temu – a po pliczku zaczęła spływać słona ciecz.
     Stałam jak ta głupia kretynka i gapiłam się na nich. Otrząsnęłam się dopiero gdy usłyszałam głos Harrego.
- Hej Katy! – jego mina zmieniła się diametralnie gdy zobaczył, łzy spływające po policzku. Momentalnie spojrzenie wszystkich osób siedzących przy stoliku skierowane były na mnie. Z twarzy Lou wyczytałam zaskoczenie, zmieszanie i … radość? Nie to nie możliwe. Mam już jakieś przywidzenia.
     Speszona wybiegłam z lokalu. Nie zważałam na dziwne spojrzenia przechodnich i łzy, których nie mogłam zatrzymać. Tak strasznie bałam się tego dnia. Tyle razy wyobrażałam sobie te spotkanie kiedy go zobaczę po tylu latach. Ale najbardziej bałam się, że pewnego dnia dowiem się, że znalazł kogoś kogo kocha, a ja nigdy nie będę mogła się otrząsnąć po tym zdarzeniu. No i co? Tak właśnie się stało. Tak bardzo chciałabym cofnąć czas i wszystko zrobić tego dnia inaczej. Ale czy potrafiłabym? Czy podjęłabym inną decyzje niż tą? Czy cierpiałabym mniej gdybym w tedy tam została? Czasu nie cofnę i odpowiedzi nie znajdę.
- Katy, stój ! – w oddali usłyszałam głos Harrego. Nie zauważyłam nawet, że biegłam dopóki się nie zatrzymałam. Obróciłam się i zobaczyłam drewnianą ławkę. Usiadłam na niej i rękawem od bluzki wytarła swoje mokre policzki.
     Harry akurat zdążył do mnie podbiec i usiąść na ławce. Spojrzałam się w jego oczy. Były piękne, naprawdę. Zieleń była taka aksamitna i łagodna. Mogłabym tonąć w tej zieleni godzinami – tak samo jak w pięknym turkusie.. Oprócz pięknej zieleni zauważyłam też coś jakby troska i niepokój? Czyżby Harry się martwił? A może tylko udaje?
     Odrzuciłam te myśli na bok i bezmyślnie wtuliłam się w tors chłopaka. Płakała, znowu pozwoliłam emocją wziąć górę. Chłopak przytulił moje zdechłe ciało do swojego, a prawą ręką głaskał po plecach. Byłam mu w tej chwili cholernie wdzięczna, że nie zadawał żadnych pytań. Nie wiem czy potrafiłabym w tej chwili o tym mówić.
     Jedno jest pewne muszę to w końcu komuś powiedzieć. Chyba w końcu przyszła pora na wyrzucenie z siebie wszystkich myśli i ujawnienie prawdy co stało się dwa lata temu w Nowym Jorku..


                        ~ Jeśli przeczytałeś - skomentuj :) ~

niedziela, 19 stycznia 2014

Chapter III

 
    Z  błogiego snu wyrwało mnie ciche pukanie do drzwi. Niechętnie podniosłam głowę z poduszki i powiedziałam:
- Otwarte – z powrotem położyłam głowę na poduszkę. Jakoś dziś nie miałam ochoty na ranne wstawanie. Zaskakujący był fakt, że nie miałam dziś tzw. kaca.  Najprawdopodobniej dlatego, że nie upiłam się zbytnio wczorajszego wieczoru. 
     Usłyszałam jak drzwi do pokoju się otwierają i ktoś wchodzi do środka. Po chwili ta osoba usiadła na łóżku i pogładziła mnie ręką po głowie. Teraz już wiedziałam kto to. Odpowiedz była oczywista.
- Jak się czujesz? – usłyszałam głos rodzicielki. Podniosłam głowę i usiadłam na łóżku twarzą do niej.
- Nie jest źle. Jestem tylko zmęczona. Która godzina?
- Po 10.
- I ty już nie śpisz? – zdziwiłam się. Moja mama byłą tak samo wielkim śpiochem jak ja.
- Jak widać. – zachichotała
- Zaskakujące, ale czemu mnie budzisz?
- Ponieważ był tu pewien młody chłopak i zostawił coś dla ciebie – powiedziała uśmiechając się promienie
- Dla mnie? – zdziwiłam się
- No raczej nie dla mnie. Zejdź i na dół i się przekonaj. – zaraz po słowach mamy wygramoliłam się z łóżka i zeszłam na dół. W korytarzu stał bukiet pięknych różowych róż. Nie będę ukrywać, że moich ulubionych. Podeszłam do bukietu i zauważyłam małą karteczkę. Wyciągnęłam ją i zaczęłam czytać treść.

Naprawdę przepraszam.
Daj mi jeszcze jedną szanse zacząć tą znajomość od nowa.
Harry x.

     Przyznaje, że dość miły gest z jego strony. Może naprawdę żałuje tego co zrobił? Może powinnam dać mu tą szanse? Może to ze mną jest coś nie tak? Tak dużo pytań, a tak mało odpowiedzi..
     Westchnęłam ostatni raz spoglądając na bukiet. Zabrałam go i poszłam z powrotem do swojego „królestwa”. Mamy już w nim na szczęście nie było.  Kwiaty postawiłam na podłodze obok okna które odsłoniłam. Położyłam się na łóżko, ale zanim to z szafki zabrałam swój telefon. Włączyłam go i pierwsze co ujrzałam to 4 nieodebrane połączenia od Sue. Postanowiłam od razu do niej oddzwonić. Wybrałam jej numer, a brunetka odebrała po trzech sygnałach.
- Halo? – odezwała się zaspanym głosem
- Cześć piękna – przywitałam się wesoło z dziewczyną
- O Katy jak miło cie słyszeć. Słuchaj Harry naprawdę żałował – nawet ona musi o nim teraz gadać? Eh..
- Tak, wiem
- Och, okej. Co dziś robisz? – zmieniła temat
- W sumie to nic. A ty?
- Muszę zajmować się pięcioletnią kuzynko. Nuuuuuuda – zaczęłam chichotać
- Nie śmiej się tylko módl, żebym przeżyła
- Oczywiście, muszę kończyć. Pa
- Pa słońce – rozłączyłam się
     Odłożyłam telefon i wstałam z łóżka. Z dużej szafy wyciągnęłam turkusowy sweter i siwe dżinsy, a następnie udałam się do łazienki. Wzięłam szybki prysznic i umyłam włosy. Następnie wysuszyłam je i lekko pokręciłam. Zrobiłam delikatny makijaż i założyłam wybrane wcześniej ubrania. Dobrałam jeszcze moją ulubioną bransoletkę, którą dostałam od Sue na 15 urodziny.
     Uwielbiam ten prezent. Jest strasznie delikatny, ale przypomina mi o niej i o naszej przyjaźni. A znamy się już od przedszkola. Jest dla mnie jak siostra, nie wyobrażam sobie życia bez tej wariatki. Spojrzałam jeszcze raz na swoje odbicie i wyszłam z łazienki. Poczułam nagły głód, dlatego postanowiłam zejść na dół. W kuchni spotkałam moich rodziców – bez Austina – jedzących śniadanie. A na miejscu obok leżały dwie miski z płatkami – oczywiście dla mnie i brata.
- Dzień dobry – przywitałam się z nimi
- Cześć skarbie. Widzę, że wczoraj nie zaszalałaś – zaśmiał się tata popijając kawę.
- No jak widać. – powiedziałam siadając na krześle – Gdzie Austin?
- Śpi – oznajmiła mama – Jakie masz plany na dziś?
- Nic, a wy?
- Collins’owie mają przyjść. – no cóż, nie ma co się dziwić, że się pytają co dziś planują. Na pewno nie będę siedziała tu z nimi i ich znajomymi. Głównym powodem jest to, że ich nie lubię. Państwo Collins są strasznie irytujący. Wypytują się o różne prywatne sprawy i co najważniejsze – próbują zeswatać mnie ze swoim synem. Czujecie ten entuzjazm z mojej strony? Austin natomiast uwielbia ich bo ich drugi syn jest  w jego wieku. Ja za to nudzę się jak diabli i usiłuję ukryć się jak tylko mogę. Jedno jest pewne – muszę coś ze sobą zrobić.
- Na którą przyjdą? – zapytałam

- Między 13 a 14 – oznajmiła rodzicielka. No świetnie. Sue odpada, a Pezz na pewno spotka się z Zaynem. Gdyby jeszcze Lou… Chwila nie tylko nie on. Ugh, muszę w końcu przestać o nim myśleć bo popadnę w paranoję, choć może już się tak stało..


                         ~ Jeśli przeczytałeś - skomentuj :) ~


sobota, 18 stycznia 2014

Chapter II


     Rozmowa z Zayn’em nie była trudna. Muszę przyznać, że ten chłopak naprawdę lubi gadać. Po paru minutach podszedł do nas jakiś chłopak. Najprawdopodobniej znajomy Zayna, ponieważ przywitał się z nim przyjacielskim uściskiem. Pierwszy raz widzę go na oczy, ale przyznam, że wyglądał naprawdę pociągająco. Możliwe, że jest to spowodowane alkoholem płynącym już w moich żyłach. Chłopak miał na sobie czarną koszulkę i tego samego koloru, bardzo obcisłe rurki. Na głowie miał artystyczny nie ład. Automatycznie przegryzłam wargę, jakoś nie mogłam się powstrzymać.
- A właśnie Harry – głos zabrała Pezz – to są moją najlepsze przyjaciółki. – na jej słowa chłopak odwrócił się w naszą stronę i posłał jeden nam swój zniewalający uśmiech, który nie jedną dziewczynę powala na łopatki.
- Miło mi poznać piękne panie. Harry – wystawił w naszym kierunku swoją dużą dłoń – tak, była naprawdę duża.
- Sue – przyjaciółka uśmiechnęła się do niego ściskając jego dłoń.
- Katy – powiedziałam, również ściskając jego dłoń. Chłopak mrugnął do mnie, a ja uwolniłam swoją dłoń odwracając wzrok. Zaśmiał się gardłowo na moją odpowiedź, ale powrócił do rozmowy z Zayn’em.
- Gdzieś się podziewał stary? – pytanie padło ze strony mulata
- Na parkiecie
- To czemu wróciłeś? Zabrakło ci partnerek do tańca? – mulat wybuchł śmiechem, a lokowany wtórował mu w tym.
- Gdybym szukał, to pewnie nie jedna by się zgodziła. – odpowiada, spoglądając na mnie
- A nie szukałeś?
- Nie gustuje w dziwkach – na jego słowa o mało nie wyplułam cieczy, którą właśnie wlałam do ust. Sue zauważyła moje zachowanie i zaczęła się śmiać. Na co dwóch mężczyzn spojrzało na nas pytająco. Pezz zorientowała się o co chodzi i również zaczęła się śmiać.
- Hm.. A może ty zatańczysz skarbie ? – tym razem zapytał głos Harry, a pytanie skierowane było akurat do mnie.
- Obejdzie się bez – burknęłam i odwróciłam wzrok
- Oj no proszę skarbie – mówił dalej
- Nie – odpowiadam stanowczo
- Prooooszę kotek
- Ugh. A jak zatańczę to się zamkniesz ?
- Tak – odpowiada z uśmiechem, skinęłam głową i wstałam z krzesła kierując się na parkiet wraz z chłopakiem. Harry ujął moją dłoń i zaczął prowadzić mnie w jakieś mniej zatłoczone miejsce. Przechodziliśmy koło ludzi ocierających się o sobie lub „liżących” się ze sobą. Patrząc na to wszystko lekko mnie ze mdliło, ale po chwili to uczucie zanika.                W końcu Harry zatrzymał się i odwrócił się w moim kierunku przegryzając uwodzicielsko wargę. Położył swoje dłonie na mojej talii i przyciągnął moje ciało do swojego. Nie zostawił ani centymetra przestrzeni. Swoimi dłońmi objęłam jego kark na co chłopak warknął gardłowo. Ruszaliśmy swoimi biodrami w rytm muzyki. Muszę przyznać, że jest nie złym tancerzem.
     W taki sposób przetańczyliśmy trzy następne piosenki. Podczas naszego tańca nie zamieniliśmy ani słowa. Nie wiem czy to dobrze, czy też nie, ale nie przeszkadzało mi to. Poczułam jak duże dłonie chłopaka zjeżdżają niżej – aż do moich pośladków. Ścisnął je lekko, na co się wzdrygnęłam. Momentalnie otrzeźwiałam i oderwałam się od niego.
- Co ty kurwa robisz ? – krzyknęłam, próbując przygłuszyć muzykę.
- Nie udawaj takiej wrednej suki. Wiem, że tego chcesz kicia. – odpowiedział podchodząc bliżej, a ja ponownie się odsunęłam
- Spierdalaj – warknęłam, a następnie moja dłoń miała bliskie spotkanie z jego policzkiem. Warknął zły, a ja bez słowa odeszłam i wróciłam do znajomych. Nie miałam już ochoty na dalszą zabawę. Dlatego pożegnałam się ze znajomymi i wyszłam z klubu.
     Z kopertówki wyciągnęłam telefon. Na wyświetlaczu widniała godzina: 11:34 pm . Nie było zbyt późno, ale wolałam nie chodzić o tak późnych porach po mieście. Zadzwoniłam po taksówkę, która po 5 minutach była pod klubem. Kierowca okazał się tym samym mężczyzną co zawoził mnie do klubu. Podałam mu adres, a samochód ruszył.
    Po jakiś dziesięciu minutach drogi stałam pod domem. Zapłaciłam kierowcy i opuściłam samochód. Weszłam do domu, w którym panowała cisza. Domyśliłam się, że wszyscy już śpią. W holu ściągnęłam buty i kurtkę, a następnie skierowałam się do mojego pokoju. Zapaliłam światło i rzuciłam swoją torebkę na łóżko. Zdjęłam swoje ubrania i w samej bieliźnie skierowałam się do łazienki, w której przebrałam się w za dużą koszulkę i spodenki. Z pokoju usłyszałam dźwięk przychodzącego sms’a. Uczesałam jeszcze włosy w kucyka i zmyłam makijaż. Weszłam z powrotem do pokoju i z torebki wyciągnęłam mój telefon. Odblokowałam go i otworzyłam nową wiadomość.
Przepraszam Cię.
Nie chciałam, żeby ten wieczór tak wyglądał.
Harry żałuje, naprawdę ~Pezz.
On żałuję? Jakiś żart. Westchnęłam i odpisałam farbowanej blondynce.
Jest ok. Nie martw się.
Katy x.
Na odpowiedź nie musiałam czekać długo:
Dobrze, odezwę się jutro :*
~Pezz

Wyłączyłam telefon i odłożyłam go na szafkę koło łóżka. Podeszłam do dużego okna balkonowego, które niestety nie było zasłonięte. Spojrzałam przez nie i zauważyłam czarne auto stojące naprzeciw okna i chłopaka opierającego się o pojazd. Rozpoznałam go od razu. Warknęłam tylko do siebie i zasłoniłam okno. Położyłam się do łóżka i już po chwili zasnęłam.


~ Jeśli przeczytałeś - skomentuj :) ~

czwartek, 16 stycznia 2014

Chapter I


  Grudniowe popołudnia są najgorszą rzeczą jaką mogą być. Już o 15 zapada zmrok. Gdyby chociaż leżał śnieg.. No ale po co? Skoro w tym kraju nigdy nie ma białego puchu tylko jakiś deszcz lub grad. Takie święta to tu norma. No właśnie - święta.  Świąteczne porządki, gotowanie no i zakupy – typowa gorączka przed świąteczna. Uwielbiam święta – to chyba oczywiste – ale czasem to mnie przerasta. Mam na myśli chaos. Tłumy ludzi w sklepach i rodzina, która szaleje w przygotowaniach do wieczerzy. Każdy ma swoją cierpliwość, no i w pewnym momencie trzeba na chwile się od tego oderwać , by nabrać sił i znowu ciągnąć ten chaos.
     Westchnęłam na samą myśl zostawiania mojej rodziny samą z tym sprzątaniem. Mówię o oderwaniu się od tego wszystkiego, a teraz nie mam na to ochoty. Wiem, że dziwne. Przez oderwanie się mam na myśli jakiś spacer z bliską mi osobą czy odpoczynek w łóżku z dobrą książką.
     Nie chciałam wychodzić do żadnego klubu. Więc po co idę? Bo moja ‘kochana’ przyjaciółka wymyśliła sobie, że właśnie dziś pozna mnie i Sue z jej nowym chłopakiem. Szczerze mówiąc jestem zaskoczona, że blondynka podjęła się takiego zadania. Jej najdłuższy związek trwał trzy noce. Irytujące zachowanie, ale cóż poradzić ? Jej się nie da zmienić.
     Spojrzałam ostatni raz na moje odbicie w wielkim lustrze. Miałam na sobie żółtą, neonową spódniczkę sięgającą mi przed kolana i mój ulubiony t-shirt z nadrukiem tygrysa. Do do tego czarne botki na obcasie z ćwiekami. Dość mocny makijaż dobrze komponował się z resztą. Wyglądałam naprawdę dobrze. Skoro już idę do klubu – w dodatku mojego ulubionego – zamierzam się dobrze bawić, a nie obstawiać ściany czy bar.
     Z szafki nocnej zabrałam czarną kopertówkę i zeszłam na dół. Akurat mama stała na krześle i układała książki na komodzie, a tata próbował zamontować nowy telewizor. No i Austin, który turlał się po dywanie ze śmiechu – który wywołał nie kto inny jak tata. Prawdziwa szczęśliwa rodzina. Najlepsza rzecz jaka w życiu mogła mnie spotkać i za którą dziękuje Bogu z całego serca.
- Wychodzę – krzyknęłam do najbliższych
- Miłej zabawy Katy – zawołał dziesięciolatek
- Tylko się nie upij – dodał tata śmiejąc się wraz z mamą
- Nie obiecuję – odpowiedziałam i zabierając Kurtykę wyszłam z domu. Przed budynkiem stała już taksówka. Wsiadłam do pojazdu, w którym czekała na mnie Sue. Uśmiechnęłam się do przyjaciółki, a pojazd ruszył.
     Po 10 minutach drogi stałyśmy już przed naszym ulubionym klubem – Red Club. Podałyśmy ochroniarzowi nasze dowody i weszłyśmy do środka. Momentalnie uderzył nas zapach potu, tytoniu i alkoholu. Mocna basowa muzyka huczała w uszach, a kolorowe światełka rozświetlały co chwile cały klub.
     Skierowałyśmy się do baru przy którym stała Perrie z jakimiś chłopakami. Niezły początek – pomyślałam widząc zakochaną parę.
     Gdy tylko dziewczyna nas zobaczyła podbiegła by nas przywitać. Cały czas chichotała, zapewne wina alkoholu. Przywitałyśmy się z nią i we trójkę podeszłyśmy do baru.
- A więc.. Moje drogie poznajcie to jest Zayn – powiedziała podchodząc do mulata.
     Chłopak miał ciemną karnację i czarne, postawione na żel wlosy. Z pod białej koszulki można było zauważyć mnóstwo tatuaży na jego ciele. Coś na wzór Bad boya. Mulat objął swoją dziewczynę w talii i przyciągnął do swojego ciała co skutkowało kolejną salwą chichotów ze strony blondynki. Muszę przyznać, że naprawdę dobrze razem wyglądali. Może tym razem jakiś dłuższy związek się zapowiada?
- Zayn – chłopak uśmiechnął się w naszym kierunku i skinął głową.
- Ja jestem Sue, a to Katy – skinęłyśmy do niego głowami i odwzajemniłyśmy uśmiech.
- Niezły początek –skomentowała Pezz na co wszyscy wybuchliśmy śmiechem. Może ten cały Zayn nie będzie taki straszny?
- Jakie drinki sobie panie życzą ? – usłyszałam znajomy głos barman
- Sex on the bitch dwa razy – odpowiedziałam mrugając do niego
- Katy nie podrywaj nam barmana, bo kto zrobi drinki? – śmiała się Sue.
- Hm.. zawsze można poszukać zastępstwo na parę minut, prawda Tris ? – powiedziałam się do bruneta udając zamyśloną. Znał mnie nie od dziś i zawdzięczam mu trochę. Nie raz uratował mnie od jakiś psycholi. No i jest moim sąsiadem od ładnych paru lat. To chyba wszystko tłumaczy, prawda? Ale i tak sądzę, że jestem dobrą aktorką.

- No oczywiście piękna – wszyscy zaczęliśmy się śmiać. Razem z Sue otrzymałyśmy nasze zamówienia. Niestety Trsi musiał nas opuści bo ktoś zażyczył sobie jakieś drinki.