Z błogiego snu wyrwało mnie ciche pukanie do drzwi. Niechętnie podniosłam głowę z poduszki i powiedziałam:
- Otwarte – z powrotem położyłam głowę na poduszkę. Jakoś dziś nie
miałam ochoty na ranne wstawanie. Zaskakujący był fakt, że nie miałam dziś tzw. kaca.
Najprawdopodobniej dlatego, że nie upiłam się zbytnio wczorajszego
wieczoru.
Usłyszałam jak drzwi do
pokoju się otwierają i ktoś wchodzi do środka. Po chwili ta osoba usiadła na
łóżku i pogładziła mnie ręką po głowie. Teraz już wiedziałam kto to. Odpowiedz
była oczywista.
- Jak się czujesz? – usłyszałam głos rodzicielki. Podniosłam głowę i
usiadłam na łóżku twarzą do niej.
- Nie jest źle. Jestem tylko zmęczona. Która godzina?
- Po 10.
- I ty już nie śpisz? – zdziwiłam się. Moja mama byłą tak samo wielkim
śpiochem jak ja.
- Jak widać. – zachichotała
- Zaskakujące, ale czemu mnie budzisz?
- Ponieważ był tu pewien młody chłopak i zostawił coś dla ciebie –
powiedziała uśmiechając się promienie
- Dla mnie? – zdziwiłam się
- No
raczej nie dla mnie. Zejdź i na dół i się przekonaj. – zaraz po słowach mamy
wygramoliłam się z łóżka i zeszłam na dół. W korytarzu stał bukiet pięknych
różowych róż. Nie będę ukrywać, że moich ulubionych. Podeszłam do bukietu i zauważyłam
małą karteczkę. Wyciągnęłam ją i zaczęłam czytać treść.
Naprawdę przepraszam.
Daj mi jeszcze jedną
szanse zacząć tą znajomość od nowa.
Harry x.
Przyznaje, że dość miły
gest z jego strony. Może naprawdę żałuje tego co zrobił? Może powinnam dać mu
tą szanse? Może to ze mną jest coś nie tak? Tak dużo pytań, a tak mało
odpowiedzi..
Westchnęłam ostatni raz
spoglądając na bukiet. Zabrałam go i poszłam z powrotem do swojego „królestwa”.
Mamy już w nim na szczęście nie było.
Kwiaty postawiłam na podłodze obok okna które odsłoniłam. Położyłam się
na łóżko, ale zanim to z szafki zabrałam swój telefon. Włączyłam go i pierwsze
co ujrzałam to 4 nieodebrane połączenia od Sue. Postanowiłam od razu do niej
oddzwonić. Wybrałam jej numer, a brunetka odebrała po trzech sygnałach.
- Halo? – odezwała się zaspanym głosem
- Cześć piękna – przywitałam się wesoło z dziewczyną
- O Katy jak miło cie słyszeć. Słuchaj Harry naprawdę żałował – nawet
ona musi o nim teraz gadać? Eh..
- Tak, wiem
- Och, okej. Co dziś robisz? – zmieniła temat
- W sumie to nic. A ty?
- Muszę zajmować się pięcioletnią kuzynko. Nuuuuuuda – zaczęłam
chichotać
- Nie śmiej się tylko módl, żebym przeżyła
- Oczywiście, muszę kończyć. Pa
- Pa słońce – rozłączyłam się
Odłożyłam telefon i wstałam z łóżka. Z
dużej szafy wyciągnęłam turkusowy sweter i siwe dżinsy, a następnie udałam się
do łazienki. Wzięłam szybki prysznic i umyłam włosy. Następnie wysuszyłam je i
lekko pokręciłam. Zrobiłam delikatny makijaż i założyłam wybrane wcześniej
ubrania. Dobrałam jeszcze moją ulubioną bransoletkę, którą dostałam od Sue na
15 urodziny.
Uwielbiam ten prezent. Jest
strasznie delikatny, ale przypomina mi o niej i o naszej przyjaźni. A znamy się
już od przedszkola. Jest dla mnie jak siostra, nie wyobrażam sobie życia bez
tej wariatki. Spojrzałam jeszcze raz na swoje odbicie i wyszłam z łazienki.
Poczułam nagły głód, dlatego postanowiłam zejść na dół. W kuchni spotkałam
moich rodziców – bez Austina – jedzących śniadanie. A na miejscu obok leżały
dwie miski z płatkami – oczywiście dla mnie i brata.
- Dzień dobry – przywitałam się z nimi
- Cześć skarbie. Widzę, że wczoraj nie zaszalałaś – zaśmiał się tata
popijając kawę.
- No jak widać. – powiedziałam siadając na krześle – Gdzie Austin?
- Śpi – oznajmiła mama – Jakie masz plany na dziś?
- Nic, a wy?
- Collins’owie mają przyjść. – no cóż, nie ma co się dziwić, że się
pytają co dziś planują. Na pewno nie będę siedziała tu z nimi i ich znajomymi.
Głównym powodem jest to, że ich nie lubię. Państwo Collins są strasznie
irytujący. Wypytują się o różne prywatne sprawy i co najważniejsze – próbują
zeswatać mnie ze swoim synem. Czujecie ten entuzjazm z mojej strony? Austin natomiast
uwielbia ich bo ich drugi syn jest w
jego wieku. Ja za to nudzę się jak diabli i usiłuję ukryć się jak tylko mogę.
Jedno jest pewne – muszę coś ze sobą zrobić.
- Na którą przyjdą? – zapytałam
- Między 13 a 14 – oznajmiła rodzicielka. No świetnie. Sue odpada, a
Pezz na pewno spotka się z Zaynem. Gdyby jeszcze Lou… Chwila nie tylko nie on.
Ugh, muszę w końcu przestać o nim myśleć bo popadnę w paranoję, choć może już
się tak stało..
~ Jeśli przeczytałeś - skomentuj :) ~
~ Jeśli przeczytałeś - skomentuj :) ~

Super rozdział i czekam na kolejny
OdpowiedzUsuńDziękuję, mam nadzieję że 4 też się spodoba ;)
Usuń