niedziela, 19 stycznia 2014

Chapter III

 
    Z  błogiego snu wyrwało mnie ciche pukanie do drzwi. Niechętnie podniosłam głowę z poduszki i powiedziałam:
- Otwarte – z powrotem położyłam głowę na poduszkę. Jakoś dziś nie miałam ochoty na ranne wstawanie. Zaskakujący był fakt, że nie miałam dziś tzw. kaca.  Najprawdopodobniej dlatego, że nie upiłam się zbytnio wczorajszego wieczoru. 
     Usłyszałam jak drzwi do pokoju się otwierają i ktoś wchodzi do środka. Po chwili ta osoba usiadła na łóżku i pogładziła mnie ręką po głowie. Teraz już wiedziałam kto to. Odpowiedz była oczywista.
- Jak się czujesz? – usłyszałam głos rodzicielki. Podniosłam głowę i usiadłam na łóżku twarzą do niej.
- Nie jest źle. Jestem tylko zmęczona. Która godzina?
- Po 10.
- I ty już nie śpisz? – zdziwiłam się. Moja mama byłą tak samo wielkim śpiochem jak ja.
- Jak widać. – zachichotała
- Zaskakujące, ale czemu mnie budzisz?
- Ponieważ był tu pewien młody chłopak i zostawił coś dla ciebie – powiedziała uśmiechając się promienie
- Dla mnie? – zdziwiłam się
- No raczej nie dla mnie. Zejdź i na dół i się przekonaj. – zaraz po słowach mamy wygramoliłam się z łóżka i zeszłam na dół. W korytarzu stał bukiet pięknych różowych róż. Nie będę ukrywać, że moich ulubionych. Podeszłam do bukietu i zauważyłam małą karteczkę. Wyciągnęłam ją i zaczęłam czytać treść.

Naprawdę przepraszam.
Daj mi jeszcze jedną szanse zacząć tą znajomość od nowa.
Harry x.

     Przyznaje, że dość miły gest z jego strony. Może naprawdę żałuje tego co zrobił? Może powinnam dać mu tą szanse? Może to ze mną jest coś nie tak? Tak dużo pytań, a tak mało odpowiedzi..
     Westchnęłam ostatni raz spoglądając na bukiet. Zabrałam go i poszłam z powrotem do swojego „królestwa”. Mamy już w nim na szczęście nie było.  Kwiaty postawiłam na podłodze obok okna które odsłoniłam. Położyłam się na łóżko, ale zanim to z szafki zabrałam swój telefon. Włączyłam go i pierwsze co ujrzałam to 4 nieodebrane połączenia od Sue. Postanowiłam od razu do niej oddzwonić. Wybrałam jej numer, a brunetka odebrała po trzech sygnałach.
- Halo? – odezwała się zaspanym głosem
- Cześć piękna – przywitałam się wesoło z dziewczyną
- O Katy jak miło cie słyszeć. Słuchaj Harry naprawdę żałował – nawet ona musi o nim teraz gadać? Eh..
- Tak, wiem
- Och, okej. Co dziś robisz? – zmieniła temat
- W sumie to nic. A ty?
- Muszę zajmować się pięcioletnią kuzynko. Nuuuuuuda – zaczęłam chichotać
- Nie śmiej się tylko módl, żebym przeżyła
- Oczywiście, muszę kończyć. Pa
- Pa słońce – rozłączyłam się
     Odłożyłam telefon i wstałam z łóżka. Z dużej szafy wyciągnęłam turkusowy sweter i siwe dżinsy, a następnie udałam się do łazienki. Wzięłam szybki prysznic i umyłam włosy. Następnie wysuszyłam je i lekko pokręciłam. Zrobiłam delikatny makijaż i założyłam wybrane wcześniej ubrania. Dobrałam jeszcze moją ulubioną bransoletkę, którą dostałam od Sue na 15 urodziny.
     Uwielbiam ten prezent. Jest strasznie delikatny, ale przypomina mi o niej i o naszej przyjaźni. A znamy się już od przedszkola. Jest dla mnie jak siostra, nie wyobrażam sobie życia bez tej wariatki. Spojrzałam jeszcze raz na swoje odbicie i wyszłam z łazienki. Poczułam nagły głód, dlatego postanowiłam zejść na dół. W kuchni spotkałam moich rodziców – bez Austina – jedzących śniadanie. A na miejscu obok leżały dwie miski z płatkami – oczywiście dla mnie i brata.
- Dzień dobry – przywitałam się z nimi
- Cześć skarbie. Widzę, że wczoraj nie zaszalałaś – zaśmiał się tata popijając kawę.
- No jak widać. – powiedziałam siadając na krześle – Gdzie Austin?
- Śpi – oznajmiła mama – Jakie masz plany na dziś?
- Nic, a wy?
- Collins’owie mają przyjść. – no cóż, nie ma co się dziwić, że się pytają co dziś planują. Na pewno nie będę siedziała tu z nimi i ich znajomymi. Głównym powodem jest to, że ich nie lubię. Państwo Collins są strasznie irytujący. Wypytują się o różne prywatne sprawy i co najważniejsze – próbują zeswatać mnie ze swoim synem. Czujecie ten entuzjazm z mojej strony? Austin natomiast uwielbia ich bo ich drugi syn jest  w jego wieku. Ja za to nudzę się jak diabli i usiłuję ukryć się jak tylko mogę. Jedno jest pewne – muszę coś ze sobą zrobić.
- Na którą przyjdą? – zapytałam

- Między 13 a 14 – oznajmiła rodzicielka. No świetnie. Sue odpada, a Pezz na pewno spotka się z Zaynem. Gdyby jeszcze Lou… Chwila nie tylko nie on. Ugh, muszę w końcu przestać o nim myśleć bo popadnę w paranoję, choć może już się tak stało..


                         ~ Jeśli przeczytałeś - skomentuj :) ~


2 komentarze:

  1. Ola bendykowska21 stycznia 2014 21:57

    Super rozdział i czekam na kolejny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, mam nadzieję że 4 też się spodoba ;)

      Usuń