czwartek, 16 stycznia 2014

Chapter I


  Grudniowe popołudnia są najgorszą rzeczą jaką mogą być. Już o 15 zapada zmrok. Gdyby chociaż leżał śnieg.. No ale po co? Skoro w tym kraju nigdy nie ma białego puchu tylko jakiś deszcz lub grad. Takie święta to tu norma. No właśnie - święta.  Świąteczne porządki, gotowanie no i zakupy – typowa gorączka przed świąteczna. Uwielbiam święta – to chyba oczywiste – ale czasem to mnie przerasta. Mam na myśli chaos. Tłumy ludzi w sklepach i rodzina, która szaleje w przygotowaniach do wieczerzy. Każdy ma swoją cierpliwość, no i w pewnym momencie trzeba na chwile się od tego oderwać , by nabrać sił i znowu ciągnąć ten chaos.
     Westchnęłam na samą myśl zostawiania mojej rodziny samą z tym sprzątaniem. Mówię o oderwaniu się od tego wszystkiego, a teraz nie mam na to ochoty. Wiem, że dziwne. Przez oderwanie się mam na myśli jakiś spacer z bliską mi osobą czy odpoczynek w łóżku z dobrą książką.
     Nie chciałam wychodzić do żadnego klubu. Więc po co idę? Bo moja ‘kochana’ przyjaciółka wymyśliła sobie, że właśnie dziś pozna mnie i Sue z jej nowym chłopakiem. Szczerze mówiąc jestem zaskoczona, że blondynka podjęła się takiego zadania. Jej najdłuższy związek trwał trzy noce. Irytujące zachowanie, ale cóż poradzić ? Jej się nie da zmienić.
     Spojrzałam ostatni raz na moje odbicie w wielkim lustrze. Miałam na sobie żółtą, neonową spódniczkę sięgającą mi przed kolana i mój ulubiony t-shirt z nadrukiem tygrysa. Do do tego czarne botki na obcasie z ćwiekami. Dość mocny makijaż dobrze komponował się z resztą. Wyglądałam naprawdę dobrze. Skoro już idę do klubu – w dodatku mojego ulubionego – zamierzam się dobrze bawić, a nie obstawiać ściany czy bar.
     Z szafki nocnej zabrałam czarną kopertówkę i zeszłam na dół. Akurat mama stała na krześle i układała książki na komodzie, a tata próbował zamontować nowy telewizor. No i Austin, który turlał się po dywanie ze śmiechu – który wywołał nie kto inny jak tata. Prawdziwa szczęśliwa rodzina. Najlepsza rzecz jaka w życiu mogła mnie spotkać i za którą dziękuje Bogu z całego serca.
- Wychodzę – krzyknęłam do najbliższych
- Miłej zabawy Katy – zawołał dziesięciolatek
- Tylko się nie upij – dodał tata śmiejąc się wraz z mamą
- Nie obiecuję – odpowiedziałam i zabierając Kurtykę wyszłam z domu. Przed budynkiem stała już taksówka. Wsiadłam do pojazdu, w którym czekała na mnie Sue. Uśmiechnęłam się do przyjaciółki, a pojazd ruszył.
     Po 10 minutach drogi stałyśmy już przed naszym ulubionym klubem – Red Club. Podałyśmy ochroniarzowi nasze dowody i weszłyśmy do środka. Momentalnie uderzył nas zapach potu, tytoniu i alkoholu. Mocna basowa muzyka huczała w uszach, a kolorowe światełka rozświetlały co chwile cały klub.
     Skierowałyśmy się do baru przy którym stała Perrie z jakimiś chłopakami. Niezły początek – pomyślałam widząc zakochaną parę.
     Gdy tylko dziewczyna nas zobaczyła podbiegła by nas przywitać. Cały czas chichotała, zapewne wina alkoholu. Przywitałyśmy się z nią i we trójkę podeszłyśmy do baru.
- A więc.. Moje drogie poznajcie to jest Zayn – powiedziała podchodząc do mulata.
     Chłopak miał ciemną karnację i czarne, postawione na żel wlosy. Z pod białej koszulki można było zauważyć mnóstwo tatuaży na jego ciele. Coś na wzór Bad boya. Mulat objął swoją dziewczynę w talii i przyciągnął do swojego ciała co skutkowało kolejną salwą chichotów ze strony blondynki. Muszę przyznać, że naprawdę dobrze razem wyglądali. Może tym razem jakiś dłuższy związek się zapowiada?
- Zayn – chłopak uśmiechnął się w naszym kierunku i skinął głową.
- Ja jestem Sue, a to Katy – skinęłyśmy do niego głowami i odwzajemniłyśmy uśmiech.
- Niezły początek –skomentowała Pezz na co wszyscy wybuchliśmy śmiechem. Może ten cały Zayn nie będzie taki straszny?
- Jakie drinki sobie panie życzą ? – usłyszałam znajomy głos barman
- Sex on the bitch dwa razy – odpowiedziałam mrugając do niego
- Katy nie podrywaj nam barmana, bo kto zrobi drinki? – śmiała się Sue.
- Hm.. zawsze można poszukać zastępstwo na parę minut, prawda Tris ? – powiedziałam się do bruneta udając zamyśloną. Znał mnie nie od dziś i zawdzięczam mu trochę. Nie raz uratował mnie od jakiś psycholi. No i jest moim sąsiadem od ładnych paru lat. To chyba wszystko tłumaczy, prawda? Ale i tak sądzę, że jestem dobrą aktorką.

- No oczywiście piękna – wszyscy zaczęliśmy się śmiać. Razem z Sue otrzymałyśmy nasze zamówienia. Niestety Trsi musiał nas opuści bo ktoś zażyczył sobie jakieś drinki. 

4 komentarze: