środa, 19 lutego 2014

Ogłoszenia parafialne.


Wiem, że miała podjąć decyzję dopiero w niedziele ale dziś mam nieco wolniejszy dzień więc postanowił to zrobić.

Tak więc na początek parę informacji: 

1. Nie zawieszam tego bloga. Na razie mam napisane jeszcze 3 rozdziały więc zamierzam je opublikować. Co dalej to zobaczę z czasem. Mam nadzieję, że moja wena która w tym momencie się wypaliła wróci i będę w stanie pisać dalej te opowiadanie, jeśli tak się nie stanie będę musiała zawiesić bloga. Ale nie zamierzam gdybać i będę się starać odzyskać wenę :)

2. Założyłam nowego bloga <LINK>, na którym pojawił się już prolog a w najbliższych dniach bohaterowie i pierwszy rozdział. Mam nadzieję, że wejdziecie i zostawicie po sobie jakiś ślad.


To chyba na tyle. Dziękuję za uwagę i liczę na wasze komentarze ♥

Miłego wieczoru kochani xx.

wtorek, 18 lutego 2014

Ważna informacja!!!!!


A więc...

Nie wiem jak zareagujecie, ale mam nadzieje, że pomożecie podjąć mi tą decyzję. A mianowicie:
Te opowiadanie nie wyszło mi tak jak planowałam. Zastanawiam się czy jest sens kontynuowania go czy lepiej zacząć coś nowego, ciekawszego i bardziej przemyślanego. 
Jest to dla mnie trudna decyzja czy zakończyć tego bloga i zacząć pisać coś nowego, czy dalej kontynuować to pisanie. 
Chciałabym, żebyście pomogli mi podjąć tą decyzję. 
Napiszcie w komentarzach co o tym sądzicie, czy zawieszać czy też nie. Czy pisać coś nowego czy też nie. 
A i co najważniejsze o czym chcielibyście czytać następne opowiadanie :) 

Odpowiedzi piszcie w komentarzach, a ja podejmę decyzję do niedzieli. W tedy napisze wam tu co zrobię dalej. 

Chciałabym wam też podziękować za to, że czytacie moje "wypociny" i że jesteście tu. 



(Pisze to na telefonie więc przepraszam za to, że wszystko jest bez ładu i składu, ale zmęczenie robi swoje ;c  )



Do Niedzieli ♥



Mx.



niedziela, 16 lutego 2014

Chapter VII

♥ DEDYKA DLA - OLI BENDYKOWSKIEJ ♥



     Czy jestem jedyną osobą, która myśli o konsekwencjach dopiero po fakcie? Gdy wszystko już ujrzało światło dzienne? Rozmowa z Harrym jest tego przykładem. Skąd mam mieć pewność, że kędzierzawy nie weźmie mnie za jakąś psychiczną osobę, która wymyśliła to wszystko? Choć po jego zachowaniu chyba powinnam o tym nie myśleć.
     Od tej rozmowy minęły już dwa dni. Dwa cholerne dni podczas których nie miałam pojęcia co się działo z Harrym. Jego słowa, które powiedział mi gdy opuszczałam jego dom nadal odbijają się echem po mojej głowie.
„On to popamięta, pamiętaj”
Co miał na myśli mówiąc popamięta? Czy zrobi krzywdę Louisowi? Czy powinnam się martwić? Nie wiem, nic kompletnie nie wiem. W głowie panuje mi kompletny mętlik. Tysiąc pytań, a zero odpowiedzi. Nawet jeśli chciałabym się czegoś dowiedzieć od Harrego nie mam jak. Nie byłam tak inteligentna tamtego wieczoru i nie wymieniłam się numerem z loczkowatym. Wiem, mądra ja.
     Zerwałam się z kanapy i wyłączyłam telewizor. Chyba czas coś zrobić ze swoim życiem. Szybko wbiegłam na schody aż dotarłam na poddasze. Pełno kartonów poprzykrywanych jakimiś starymi, zakurzonymi prześcieradłami. W kontach pajęczyny i jedno okno, które i tak nie dawało zbytniego światła. Nacisnęłam na włącznik znajdujący się po prawej stronie ściany, a pomieszczenie w sekundzie zostało oświetlone.
     Podeszłam do stołu na którym znajdowały się trzy średniej wielkości kartony. Dzięki bogu nie było w domu moich rodziców, ani Austina i mogłam na spokojnie „poszperać w przeszłości”. Odkryłam pudła, odrzucając brudny materiał na ziemie. Ściągnęłam kartony na podłogę i usiadłam po turecku obok. Otworzyłam jeden i wyciągnęłam plik zdjęć.
     Na większości byłam sama lub z Sue, albo ja wraz z rodziną. Czasem też napotkałam zdjęcie z czasów szkolnych. Najbardziej jednak spodobało mi się jedno jedyne zdjęcie na którym byłam właśnie ja. Sama.
Młoda. Szczęśliwa. Marzyłam by być modelką, a teraz? Teraz maże żeby zastać choć kapkę szczęścia. Poczułam jak moje oczy zachodzą mgłą i wypełniają się słoną cieczą. Wytarłam powoli spływające łzy i odłożyłam zdjęcia z powrotem do pudła.
     Otworzyłam kolejne pudło. W nim znajdowała się stara kolekcja kapsli, którą zbierałam w wieku 5/6 lat z tatą. Zaśmiałam się na samą myśl o tamtych czasach.

     Mała dziewczynka stała w progu kuchni przyglądając się uważnie swojemu tacie, który próbował znaleźć jakieś zajęcie dla córki.
- Tatusiu, a co to jest to co robi mamusia? – dziewczynka powiedziała wskazując na album, który jej rodzicielka kolekcjonowała zdjęcia roślin.
- To taki album gdzie mama kolekcjonuje swoje zdjęcia kwiatków, słoneczko – wytłumaczył jej dorosły mężczyzna
- A ty masz jakąś kolecje tatusiu?
- Tak, mam. Kolekcjonuje zegarki – uśmiechnął się do niej pogodnie klękając tuż obok 6-latki.
- A co ja mogę kolecjonować?
- Nie wiem myszko
- Ale tatusiu ja chce coś kolekcjonować – na jej twarzy pojawił się grymas, czego nienawidził mężczyzna.
- A co powiedz na kapselki od soczków? Twoich ulubionych?
- Tak, to będzie super – dziewczynka klasnęła w dłonie i podbiegła do ojca by mocno go uścisnąć.

     Tata zawsze chciał, żebym była szczęśliwa. Gdy tylko byłam smutna próbował mnie pocieszyć. Pamiętam jak byłam malutka i złamałam rękę tata przebrał się za klauna by mnie pocieszyć. Przyznaję – udało mu się.  Tak cholernie chciałabym cofnąć się w czasie i znów być tą małą dziewczynką, której największym problemem jest jakim kolorem kredki pomalować sukienkę księżniczki.
     Westchnęłam i zamknęłam karton. Został jeszcze jeden i już wiedziałam co się w nim znajdowało. Wzięłam głęboki wdech i otworzyłam ostatnie – najmniejsze pudełko. Co znalazłam? Pełno listów, które pisał mi Louis. Wzięłam jeden z nich i zaczęłam czytać.

Na górze róże, na dole fiołki.
A my się kochamy jak dwa osiołki.
Jesteś dla mnie jak powietrze. Bo bez powietrza nie da się żyć.
Ja bez ciebie nie mogę żyć.
Chciałbym sprawiać uśmiech na twej pięknej twarzy.
Gdybym tylko mógł – dał bym ci niebo.
Dałbym ci wszystko byś mogła zobaczyć co czuję do ciebie.
I to nie jest zwykłe zauroczenie. Chce spędzić z tobą resztę życia.
Zawsze będę cię kochał i nigdy nie zranię.

Kocham cię, już na zawsze.
Twoja marchewczka x.

     Poczułam jak stos wspomnień uderza we mnie, a ja nie mam czego się trzymać i spadam. Spadam w dół z tęsknoty za nim. Był dla mnie taki słodki. Nie obchodzi mnie to, że pisał to zanim zaczął brać. Ważne jest to, że chciał byśmy mogli znowu spróbować, a ja odmówiłam. Chyba już do końca będę się za to obwiniać. I za to, że on umiał się pozbierać, a ja.. Ja dalej umieram z tęsknoty za nim.
     Odłożyłam listy i zaczęłam dalej grzebać. Jedyną rzeczą jaką jeszcze znalazłam był album. Album z naszymi zdjęciami. Nie było ich za dużo. Ale każde miało swoją wartość. Poczułam jak morze łez płynie po moich policzek gdy zobaczyłam ostatnie zdjęcie. Ja i Lou. Uśmiechnięci, szczęśliwi
. Dzień przed tym „wszystkim”. Pamiętam jak tego dnia obiecał, że przestanie „z tym”. Niestety okazało się to kłamstwem. No a zdjęcie. Zdjęcie jest pamiątką i wspomnieniem, które boli jak cholera. Gdybym tylko mogła usunęłabym wszystko z pamięci.

      Myślałam, że tak się stało, jednak przeszłość powraca. Co dzień coraz więcej łez wylanych i ból spowodowany ranami, które się zagoiły, ale ktoś ponownie je rozdrapał. A ból powrócił z podwójną siłą.. 




~ Jeśli przeczytałeś - skomentuj :) ~

wtorek, 11 lutego 2014

Chapter VI

kursywa - wspomnienia 


- Dlaczego mi to robisz? – krzyknęłam
- Nie rozumiesz, że tak będzie lepiej dla mnie i dla ciebie – również krzyknął
- Debilu kocham cię słyszysz chce spędzić z tobą resztę życia – wrzeszczałam dławiąc się łzami, on nie może tego zrobi, to nie może być koniec.
- Jesteś taka naiwna. Myślałaś, że cię kiedykolwiek kochałem? Mam 20 lat a ty 17. Nie chce takiej małolaty- warknął z obrzydzeniem
- Jak możesz, co ci zrobiłam?
- Nic, dlatego zostaw mnie w spokoju i nie chcę cię więcej widzieć
- Jesteś chujem – wrzasnęłam. W ułamku sekundy poczułam straszny ból na policzku, a potem leżałam już na ziemi.
- Nie mów tak kurwo do mnie nigdy więcej. – teraz jestem tego pewna, ćpał
- Dlaczego nie możesz iść na odwyk? Wyleczysz się i będzie jak dawniej, proszę – błagałam szepcząc
- Zamknij ryj. Nie pójdę na żaden odwyk a ty masz o mnie zapomnieć, rozumiesz?
- Kocham cię Louis – wymamrotała, coraz bardziej bolała mnie głowa od uderzenia, a świat zaczął wirować
- Nie wierze ci suko, i tak zaraz polecisz do swoich przyjaciółeczek, albo mamusi. Jesteś taka dziecina – po tych słowach kopnął jakieś trzy razy nogą w brzuch. Moje powieki stawały się coraz cięższe, a oddech stał się nieregularny. Aż w końcu pozwoliłam swojemu ciału odejść..

- Jak on mógł ci to zrobić? – opowiadałam całą historię z łzami w oczach. Chłopak nie mógł uwierzyć jak z pięknego związku w ciągu dwóch miesięcy stał się największy koszmar.
- Czy ktokolwiek wiedział co ci robił? – zapytał siadając obok, złączył nasze dłonie razem, a kciukiem delikatnie gładził moje knykcie.
- Nie nikt. – westchnął – Chcesz wiedzieć co dalej? – przytaknął

Do moich uszu doszedł dziwny dźwięk, coś jakby pykało? Delikatnie zaczęłam podnosić powieki. Gdy już je całkiem otworzyłam zobaczyłam, że leżałam na łóżku i byłam podłączona do różnych maszyn. Obok łóżka siedzieli moi rodzice.
- Boże Katy, obudziłaś się kwiatuszku – mama powiedziała gdy zobaczyła, że nie śpie
- Co się stało? – zapytałam cicho
- Byłaś nieprzytomna przez 4 dni, 3 razy reanimowali cię. Tak strasznie się bałam o ciebie. – płakała.
- Dzień dobry – do Sali wszedł lekarz, a za nim.. Louis?
- Jak się czujesz? – zapytał starszy mężczyzna
- Jest dobrze
- Świetnie, jeśli wszystko pójdzie prawidłowo pacjentka będzie mogła opuścić szpital ja dwa dni – zakończył i wyszedł.
- Cz-czy mogłbym zostać sam z Katy? – usłyszałam głos Louisa. Rodzice przytaknęli z uśmiechem i wyszli z Sali. Chłopak usiadł na skraju łóżka.
- Przepraszam skarbie, ja-ja pójdę na odwyk dla ciebie.
- Nie Louis, sam mi powiedziałeś, że mnie nienawidzisz i że to koniec. Miałeś racje Louis. To koniec nie chce cie znać. Nie przychodź tu nigdy więcej. Chce zapomnieć o tobie i o tym wszystkim co mi zrobiłeś – powiedziałam przez łzy. Tyle razy już płakałam w życiu przez niego. Otarłam się o śmierć również przez niego. Nie mam siły już na nic. Nie chce go znać.
- Przepraszam Katy – powiedział i wstał, a następnie wyszedł z Sali. Dlaczego ja to powiedziałam? Przecież ja go tak cholernie kocham, a jednocześnie nienawidzę. Czemu życie musi być takie okrutne?

- Każdej nocy płakałam, tak strasznie za nim tęskniłam – mówiłam – ale nie mogłam już cofnąć czasu. W tedy tamtego dnia widziałam go po raz ostatni, aż do dziś. Zawsze myślałam, że będzie mnie szukał, że się nie podda. A on o mnie zapomniał i znalazł sobie jakąś nową dziwkę. Przepraszam pewnie to twoja przyjaciółka – zaprzeczył szybko
- Nigdy jej nie lubiłem. – kciukiem otarł ostatnie łzy spływające po moim policzku – tyle się na cierpiałaś , tak strasznie ci współczuje. Nigdy nie wiedziałem, że Lou tak postąpił. Nawet bym tak nie pomyślał, że coś takiego miało miejsce.
- Bo nikt o tym nie wie. Wiedzą tylko moi rodzice ja i on. Nawet nie wiesz ile musiałam prosić rodziców, żeby nie wznieśli żadnego pozwu na niego.
- Dlaczego tego nie zrobiłaś? Należało się mu – uniósł się
- Kochałam go kurwa – krzyknęłam przez łzy.
- A kochasz nadal? – tego pytania bałam się najbardziej. Bo czy ja go kocham jeszcze? Czy może to tylko złudzenie?




                          ~ Jeśli przeczytałeś - skomentuj :) ~
                                                     



A/N: Postanowiłam w końcu dodać ten rozdział choć nie było zbyt dużo komentarzy, no ale cóż.. Mam nadzieję, że ten rozdział wam się spodoba i zostawicie swoją opinie x. 

Następny najprawdopodobniej dodam w sobotę lub niedziele :)