niedziela, 16 lutego 2014

Chapter VII

♥ DEDYKA DLA - OLI BENDYKOWSKIEJ ♥



     Czy jestem jedyną osobą, która myśli o konsekwencjach dopiero po fakcie? Gdy wszystko już ujrzało światło dzienne? Rozmowa z Harrym jest tego przykładem. Skąd mam mieć pewność, że kędzierzawy nie weźmie mnie za jakąś psychiczną osobę, która wymyśliła to wszystko? Choć po jego zachowaniu chyba powinnam o tym nie myśleć.
     Od tej rozmowy minęły już dwa dni. Dwa cholerne dni podczas których nie miałam pojęcia co się działo z Harrym. Jego słowa, które powiedział mi gdy opuszczałam jego dom nadal odbijają się echem po mojej głowie.
„On to popamięta, pamiętaj”
Co miał na myśli mówiąc popamięta? Czy zrobi krzywdę Louisowi? Czy powinnam się martwić? Nie wiem, nic kompletnie nie wiem. W głowie panuje mi kompletny mętlik. Tysiąc pytań, a zero odpowiedzi. Nawet jeśli chciałabym się czegoś dowiedzieć od Harrego nie mam jak. Nie byłam tak inteligentna tamtego wieczoru i nie wymieniłam się numerem z loczkowatym. Wiem, mądra ja.
     Zerwałam się z kanapy i wyłączyłam telewizor. Chyba czas coś zrobić ze swoim życiem. Szybko wbiegłam na schody aż dotarłam na poddasze. Pełno kartonów poprzykrywanych jakimiś starymi, zakurzonymi prześcieradłami. W kontach pajęczyny i jedno okno, które i tak nie dawało zbytniego światła. Nacisnęłam na włącznik znajdujący się po prawej stronie ściany, a pomieszczenie w sekundzie zostało oświetlone.
     Podeszłam do stołu na którym znajdowały się trzy średniej wielkości kartony. Dzięki bogu nie było w domu moich rodziców, ani Austina i mogłam na spokojnie „poszperać w przeszłości”. Odkryłam pudła, odrzucając brudny materiał na ziemie. Ściągnęłam kartony na podłogę i usiadłam po turecku obok. Otworzyłam jeden i wyciągnęłam plik zdjęć.
     Na większości byłam sama lub z Sue, albo ja wraz z rodziną. Czasem też napotkałam zdjęcie z czasów szkolnych. Najbardziej jednak spodobało mi się jedno jedyne zdjęcie na którym byłam właśnie ja. Sama.
Młoda. Szczęśliwa. Marzyłam by być modelką, a teraz? Teraz maże żeby zastać choć kapkę szczęścia. Poczułam jak moje oczy zachodzą mgłą i wypełniają się słoną cieczą. Wytarłam powoli spływające łzy i odłożyłam zdjęcia z powrotem do pudła.
     Otworzyłam kolejne pudło. W nim znajdowała się stara kolekcja kapsli, którą zbierałam w wieku 5/6 lat z tatą. Zaśmiałam się na samą myśl o tamtych czasach.

     Mała dziewczynka stała w progu kuchni przyglądając się uważnie swojemu tacie, który próbował znaleźć jakieś zajęcie dla córki.
- Tatusiu, a co to jest to co robi mamusia? – dziewczynka powiedziała wskazując na album, który jej rodzicielka kolekcjonowała zdjęcia roślin.
- To taki album gdzie mama kolekcjonuje swoje zdjęcia kwiatków, słoneczko – wytłumaczył jej dorosły mężczyzna
- A ty masz jakąś kolecje tatusiu?
- Tak, mam. Kolekcjonuje zegarki – uśmiechnął się do niej pogodnie klękając tuż obok 6-latki.
- A co ja mogę kolecjonować?
- Nie wiem myszko
- Ale tatusiu ja chce coś kolekcjonować – na jej twarzy pojawił się grymas, czego nienawidził mężczyzna.
- A co powiedz na kapselki od soczków? Twoich ulubionych?
- Tak, to będzie super – dziewczynka klasnęła w dłonie i podbiegła do ojca by mocno go uścisnąć.

     Tata zawsze chciał, żebym była szczęśliwa. Gdy tylko byłam smutna próbował mnie pocieszyć. Pamiętam jak byłam malutka i złamałam rękę tata przebrał się za klauna by mnie pocieszyć. Przyznaję – udało mu się.  Tak cholernie chciałabym cofnąć się w czasie i znów być tą małą dziewczynką, której największym problemem jest jakim kolorem kredki pomalować sukienkę księżniczki.
     Westchnęłam i zamknęłam karton. Został jeszcze jeden i już wiedziałam co się w nim znajdowało. Wzięłam głęboki wdech i otworzyłam ostatnie – najmniejsze pudełko. Co znalazłam? Pełno listów, które pisał mi Louis. Wzięłam jeden z nich i zaczęłam czytać.

Na górze róże, na dole fiołki.
A my się kochamy jak dwa osiołki.
Jesteś dla mnie jak powietrze. Bo bez powietrza nie da się żyć.
Ja bez ciebie nie mogę żyć.
Chciałbym sprawiać uśmiech na twej pięknej twarzy.
Gdybym tylko mógł – dał bym ci niebo.
Dałbym ci wszystko byś mogła zobaczyć co czuję do ciebie.
I to nie jest zwykłe zauroczenie. Chce spędzić z tobą resztę życia.
Zawsze będę cię kochał i nigdy nie zranię.

Kocham cię, już na zawsze.
Twoja marchewczka x.

     Poczułam jak stos wspomnień uderza we mnie, a ja nie mam czego się trzymać i spadam. Spadam w dół z tęsknoty za nim. Był dla mnie taki słodki. Nie obchodzi mnie to, że pisał to zanim zaczął brać. Ważne jest to, że chciał byśmy mogli znowu spróbować, a ja odmówiłam. Chyba już do końca będę się za to obwiniać. I za to, że on umiał się pozbierać, a ja.. Ja dalej umieram z tęsknoty za nim.
     Odłożyłam listy i zaczęłam dalej grzebać. Jedyną rzeczą jaką jeszcze znalazłam był album. Album z naszymi zdjęciami. Nie było ich za dużo. Ale każde miało swoją wartość. Poczułam jak morze łez płynie po moich policzek gdy zobaczyłam ostatnie zdjęcie. Ja i Lou. Uśmiechnięci, szczęśliwi
. Dzień przed tym „wszystkim”. Pamiętam jak tego dnia obiecał, że przestanie „z tym”. Niestety okazało się to kłamstwem. No a zdjęcie. Zdjęcie jest pamiątką i wspomnieniem, które boli jak cholera. Gdybym tylko mogła usunęłabym wszystko z pamięci.

      Myślałam, że tak się stało, jednak przeszłość powraca. Co dzień coraz więcej łez wylanych i ból spowodowany ranami, które się zagoiły, ale ktoś ponownie je rozdrapał. A ból powrócił z podwójną siłą.. 




~ Jeśli przeczytałeś - skomentuj :) ~

1 komentarz: